Rozdział 1. Chłopiec ze starego zdjęcia
Nie wszystkie skarby są ukryte pod ziemią. Niektóre czekają na strychach. Inne na starych fotografiach. A czasem największa przygoda zaczyna się od jednego pytania: Kim był chłopiec ze starego zdjęcia?

- To niemożliwe.
Wojtek patrzył na pożółkłe zdjęcie i czuł, jak po plecach przebiega mu dreszcz.
- To naprawdę niemożliwe...
Zdjęcie było stare.
Bardzo stare.
Miało pożółkłe brzegi, zagięty róg i kilka ciemnych plamek.
Przedstawiało grupę dzieci stojących przed starym wiązem rosnącym obok domu dziadka.
Tym samym wiązem, który stał tam do dziś.
Ale nie drzewo było najdziwniejsze.
Najdziwniejszy był chłopiec stojący pośrodku.
Chłopiec wyglądał dokładnie jak Wojtek.
Te same włosy.
Ten sam nos.
Te same lekko odstające uszy.
Nawet uśmiech miał identyczny.
Jakby ktoś zrobił Wojtkowi zdjęcie i cofnął je o pięćdziesiąt lat.
Wojtek odwrócił fotografię.
Na odwrocie widniał napis:
LIGA ODKRYWCÓW
1967
I jeszcze jedno zdanie.
"Spotkanie przy Wielkim Wiązie."
Wszystko zaczęło się godzinę wcześniej.
Na strychu u dziadka.
Tego dnia padał deszcz.
Taki wakacyjny, uparty deszcz, który potrafi zepsuć każdy plan.
Telefon Wojtka był prawie rozładowany.
Filmiki już go nudziły.
Komputer był zajęty.
A koledzy wyjechali.
- Nudzę się - jęknął.
- To świetnie - odpowiedział dziadek.
- Nie, to nie jest świetnie.
- Jest.
- Dziadku...
- Najlepsze przygody zaczynają się od nudy.
- Nieprawda.
- Chcesz się założyć?
Wojtek przewrócił oczami.
Nigdy nie wygrywał takich zakładów.
Godzinę później wspinali się po skrzypiących schodach na strych.
Pod dachem pachniało drewnem.
I kurzem.
I czymś jeszcze.
Czymś starym.
Jakby czas zatrzymał się tutaj wiele lat temu.
Wszędzie stały pudełka.
Walizki.
Stare narzędzia.
Książki.
Zabawki.
Rzeczy, których nikt nie ruszał od dziesięcioleci.
- Czego szukamy?
- Sam nie wiem.
- To po co tu przyszliśmy?
- Żeby znaleźć coś ciekawego.
Po kilkunastu minutach Wojtek zauważył metalową skrzynkę wsuniętą za starą szafę.
Nie wyglądała jak reszta rzeczy.
Była ciężka.
Miała dziwny znak na wieku.
Kompas wpisany w gwiazdę.
Nigdy wcześniej go nie widział.
- Dziadku...
- Hm?
- To twoje?
Dziadek spojrzał.
I nagle przestał się uśmiechać.
Po prostu patrzył.
Przez bardzo długą chwilę.
- Gdzie to znalazłeś?
- Tutaj.
- Ciekawe...
- Co jest w środku?
Dziadek nie odpowiedział od razu.
- Szczerze?
- Tak.
- Myślałem, że już nigdy tego nie zobaczę.
Kłódka była zardzewiała.
Ale ustąpiła po chwili.
Wieko skrzypnęło.
W środku znajdowały się tylko trzy rzeczy.
Zdjęcie.
Mały mosiężny klucz.
I fragment starej mapy.
Wojtek najpierw się rozczarował.
A potem zobaczył fotografię.
I świat nagle zrobił się bardzo dziwny.
- Dziadku...
- Tak?
- Kim jest ten chłopiec?
Dziadek spojrzał na zdjęcie.
Potem na Wojtka.
Potem znowu na zdjęcie.
- To ja.
- Nie.
- Tak.
- To niemożliwe.
- Dlaczego?
- Bo to ja.
Dziadek zaczął się śmiać.
Ale po chwili spoważniał.
- Wiesz, że nie jesteś pierwszym Wojtkiem w naszej rodzinie?
- Co?
- Mój dziadek też miał na imię Wojciech.
- Ale ten chłopiec wygląda jak ja.
- Wiem.
- Bardzo jak ja.
- Wiem.
Wojtek odwrócił zdjęcie.
I wtedy zobaczył napis:
LIGA ODKRYWCÓW 1967
- Co to jest?
- Dawno temu pewna grupa dzieci przeżyła największą przygodę swojego życia.
- Jaką?
- Nie mogę powiedzieć.
- Dlaczego?
- Bo wtedy nie byłaby przygodą.
- Ale ty wiesz!
- Oczywiście.
- To powiedz.
- Nie.
Wieczorem Wojtek długo oglądał stare zdjęcie.
Był pewien, że zna już każdy szczegół.
Wtedy zauważył coś niezwykłego.
W tle fotografii.
Na pniu wielkiego wiązu.
Widniał ten sam symbol, który znajdował się na metalowej skrzynce.
Kompas wpisany w gwiazdę.
A pod nim ktoś wyciął maleńką strzałkę.
Wskazywała gdzieś poza kadr.
Dokładnie tam, gdzie dziś nadal znajdował się ogród dziadka.
Wojtek poczuł dreszcz.
To nie było zwykłe zdjęcie.
To była wskazówka.
A jeśli wskazówka była prawdziwa...
to może mapa też była prawdziwa.
I może przygoda dopiero się zaczynała...